W tramwaju Michał Moroz
Jest tłoczno.
Nie tylko. Wszyscy patrzą przez okna. Cztery równe rządki ludzi, zwrócone twarzami do najbliższej szyby. Wyglądają jak więźniowie pragnący o natychmiastowej ucieczce z miejsca swego pobytu. Udają, że nikogo poza nimi nie ma. Udają, że nie widzą obserwatora.
Dlaczego tak? Czyżby zbyt wielkie skupienie populacji naszego gatunku w jednym miejscu tak destruktywnie działało na nasze odczucia? A może przeświadczenie o własnej indywidualności, może też doskonałości nad pozostałą częścią gatunku? Niechęć do spojrzenia podobnej istocie w twarz?
Pytania. Odpowiedzi jednak brak z mojej strony, jedynie domysły z poprzedniego akapitu.
Co najgorsze? Rówież uczestniczę w tej wspólnocie, wspólnocie braku wspólnoty.