Koncert Lao Che w TVP 1 Michał Moroz
Koncerty dzielą się na te, które są lepsze od nagrań studyjnych i te, które nie są. Pierwsze oznaczają często bardzo dobrą improwizację. Drugie dobry pomysł, który nie daje się zrealizować na scenie.
Do typu drugiego zaliczają się muzycy z Lao Che, których koncert był pokazywany na TVP 1 w przeddzień rocznicy Powstania Warszawskiego, jakieś pół godziny temu. Ze względu na niemożność odtworzenia na żywo efektów, które dało się nagrać jako poszczególne ścieżki w studio, musieli ogołocić swoją muzykę z większości elektroniki, czyli około trzydziestu procent tego, co stanowiło płytę. Została więc głównie muzyka punkowa, przemieszana nieco z innymi stylami.
Co jeszcze mogę zarzucić? Przykładowo, wokalista, kiedy śpiewał, że nie ma już sił, krzyczał w niebogłosy. Paradoks jakiś, ale dla dobra występu widać wiele się robi.
Ponarzekać mogłem, bo siedziałem w domu i oglądałem koncert, co budzi mi skojarzenie z lizaniem cukierka przez szybę. Nie chodzi tylko o doznania muzyczne, a o atmosferę miejsca. Na koniec wspomnę, że w mojej opinii publiczność bawiła się bardzo dobrze. I o to chodzi.